- Słowo od prezesa ZAiKS-u
- Zbiorowy zarząd prawami autorskimi
- ZAiKS i VAT
- Historia ZAiKS-u
- Działalność ZAiKS-u
- Biuro Stowarzyszenia
- Struktura organizacyjna
- Konkursy i nagrody ZAiKS-u
Kontakt
Stowarzyszenie Autorów ZAiKS zaiks@zaiks.org.pl
ul. Hipoteczna 2
00-092 Warszawa
centrala telefoniczna:
+48 (22) 827 6061..69
fax: +48 (22) 828 9204
Słowo od prezesa ZAiKS-u
Wydawcy prasowi walczą o ochronę dla tekstów kopiowanych w Internecie. Można by powiedzieć, że nie ma prostszego rozwiązania, niż upoważnienie do ochrony tych praw ZAiKS-u. Tylko że właścicielami praw coraz częściej są wydawcy – nie twórcy.
To już nie jest problem. Nowy statut pozwala nam też reprezentować wydawców i producentów. Zresztą od dawna reprezentujemy instytucjonalnych właścicieli praw z innych krajów. Podobnie jak stowarzyszenie filmowców reprezentuje autorów i producentów. Rozmawiamy o tym z wydawcami.
O czym?
O tym np. jak w Polsce rozwiązać problem dozwolonego użytku, albo jak zróżnicowane powinny być tantiemy. Od wydawców muzycznych Zaiks brał stawki na niższym poziomie niż np. wydawcy płacą autorom książek, gdzie honoraria są na poziomie 7-15 proc. Czasami wydawcy gier się burzą, że chcemy brać od nich więcej za teksty, skoro za muzykę braliśmy mniej. Ale w niektórych grach jest masa tekstu i autorzy nie wyobrażają sobie sprzedania go taniej niż otrzymują za tradycyjny druk książki. Problem polega i na tym, że poza nową i złożoną rzeczywistością, której wszyscy musimy się nauczyć, mamy też nowy i bardzo ambitny urząd, jakim jest UOKiK, który kulturę traktuje jak każdą inną dziedzinę gospodarki i na przykład domaga się rozwiązań rodem z XIX-wiecznego wolnego rynku. Poza tym ZAiKS z jego ogromnym repertuarem i dziesiątkami tysięcy członków traktuje tak samo jak dopiero co powstałą organizację reprezentującą kilkudziesięciu wykonawców z lokalnym repertuarem. Często – mam nadzieję, że mimochodem – UOKiK staje się sprzymierzeńcem użytkowników naszej twórczości , zmuszając nas np. do rozdrabniania naszej oferty, co utrudnia negocjacje z nadawcami. Minister Kultury nas broni, ale UOKiK nie przyjmuje jego argumentacji, która jest oczywista wszędzie w Europie, i traktuje nas czy stowarzyszenie filmowców jako monopolistów z wszystkimi tego konsekwencjami. Kiedyś dostaliśmy nawet karę za to, że razem z filmowcami staraliśmy się obniżyć stawki tantiem. Jakbyśmy handlowali cementem.
UOKiK się uczy.
Ale to nie jest tylko problem UOKiK-u. Pół roku temu po raz pierwszy w historii reformę prawa autorskiego próbował robić resort gospodarki. Na jego stronie pojawił się projekt zapisów chroniących tylko interesy biznesu kosztem twórców. Pod koniec zeszłego roku mieliśmy wrażenie, że lobbing jest tu silniejszy, niż w sprawie hazardu. Nadawcy, producenci, wydawcy mieli jeszcze większą siłę przebicia. Zwłaszcza w odniesieniu do zbiorowego zarządu. Do tego mamy nieuregulowane sprawy podatku VAT w sferze kultury. Minister Finansów upiera się, że nastąpiła implementacja odpowiedniej dyrektywy unijnej, ale wszyscy pozostali uczestnicy tej gry są innego zdania. Minister przegrywa w sądzie, ale idzie w zaparte. Przecież to absurd. Dla nas i naszych partnerów VAT nie jest problemem. Będziemy go płacić, jeśli tylko będzie to zgodne z prawem lub jeśli otrzymamy jednoznaczną wykładnię ministra finansów obowiązujących, jego zdaniem ,ale nie działających wstecz przepisów.
W Internecie już powstała nowa kultura konsumpcji utworów. Wciąż dostaję maile z linkami do różnych tekstów. Gdyby tu sztywno stosować przepisy dotyczące np. muzyki, było by to takie samo piractwo, jak bezprawne mailowanie piosenek. Ale to już jest norma – i to światowa norma. Creative Commons maja sporo racji, że Internet potrzebuje całkiem nowych rozwiązań i nowej logiki.
Ale nie kosztem twórców.
Wprowadziłbyś opłaty za linkowanie tekstów?
Nie. Ale jeżeli za tekstem idą reklamy, to autor powinien mieć udział w dochodach.
Tylko jak to zrobić. W nauce i technologii rozwój został mocno zahamowany przez nadmierną ochronę dóbr intelektualnych.
Został spowolniony, ale na szczęście wszelkie prawa są dostępne.
Gdyby nauka, jak dawniej, publikowała wszystkie swoje wyniki, rozwój byłby szybszy. W kulturze może się stać podobnie.
Podzielam tę obawę, ale trzeba szukać równowagi. Najprawdopodobniej najlepszym wyjściem będzie opodatkowanie nośników – płytek, komputerów, adresów internetowych. Opłaty od kserowania ( reprografia ) sprawdziły się na świecie. W Polsce też działają, ale dziwnie. W Norwegii czy Niemczech fotografia i plastyka mają 8-12 procent udziału w opłacie, nuty 4 proc., książki i podręczniki naukowe nawet 20 proc. U nas podział dochodów zależy od tego, kto bada rynek. Z ustaleń fotografików i plastyków wynika, że należy im się po ok.10 proc. Z badań wydawców naukowych wynika, że fotografikom należy się 0,6 proc, plastykom 0,8 proc., a im ponad 40 procent.
Polska specyfika.
Ale zamiast wydawać setki tysięcy na badania możemy przyjąć standardy zachodnie. Tam to zbadali i policzyli. Po co mamy odkrywać Amerykę.
Ale kopiować też trzeba refleksyjnie. Bo Zachód w wielu sprawach zabrnął w ślepą uliczkę. Wyrosło już całe pokolenie, którego kreatywność narusza tradycyjne standardy prawno autorskie. A obowiązujące na Zachodzie przepisy są z tą rzeczywistością w coraz ostrzejszym konflikcie. To może być jedno z pól najostrzejszej i najważniejszej walki politycznej, w której interesy poszczególnych grup są sprzeczne z interesem publicznym. Nie chodzi tylko o to, żeby wilk (czyli biznes) był syty i owca (czyli autorzy) cała, ale też żeby wszyscy inni mieli z tego pożytek i żeby kultura mogła się swobodnie rozwijać.
Ale władza nie może być wobec tego bezradna ulegając naciskom różnych lobby. Bo na tym traci kultura. Za wysokie ceny hamują rynek książki i płyt zachęcając do masowego piractwa. To jest absurd. Dziś mamy w Polsce piractwo polegające m.in. na tym, że zgłasza się płytę o wartości 1 zł czy książkę, która kosztuje 15 złotych jako insert, a potem sprzedaje się je na bazarach o wiele drożej. Autor zamiast kilku złotych dostaje grosze, a ktoś robi na tym duże pieniądze.
W latach 90 kierunek ewolucji był taki, że dobra kultury stawały się coraz droższe więc miały coraz mniejszy zasięg, to powodowało, ze znowu drożały i znów malał ich legalny zasięg. Fundamentalne znaczenie będzie miała odpowiedź na pytanie czy i jak uda się odwrócić kierunek tej ewolucji.
Problem polega na tym, że tu potrzeba mądrego i zgodnego wysiłku bardzo wielu podmiotów – państwa, biznesu, odbiorców, twórców i bardzo różnych organizacji które ich reprezentują lub chcą reprezentować. A ze zbiorowym wysiłkiem zawsze jest w Polsce problem. Ale sprawy na tyle już dojrzały i nabrzmiały, że w tej kadencji musimy się z nimi uporać. Wierzę, że nam się to uda. Musimy dogonić czas. Nie ma już na co czekać.
(wywiad ukazał się w Wiadomościach ZAiKS-u nr 2/2010)