Bezmiar sprawiedliwości
Ryszard Kapuściński twierdził: „Piszę swoje teksty, swój gatunek, swoją literaturę”. Barbara Seidler mogłaby podpisać się pod tym zdaniem. Jej reportaże sądowe to literatura wykraczająca daleko poza doraźne dziennikarskie zamówienie.
Bezbłędny warsztat autorki do dzisiaj stanowi ważny punkt odniesienia dla kolejnych pokoleń reportażystów. Kiedy w 2017 roku w wydawnictwie Czarne ukazał się zbiór reportaży Barbary Seidler z lat 1960-1982, zatytułowany Pamiętajcie, że byłem przeciw, grono entuzjastów pisarki znacząco się powiększyło. „Nikt tak nie pisze” – zachwycał się Cezary Łazarewicz.
Staranność, uważność, a zarazem efektowna faktura literacka reportaży Seidler udowadniały, że siła polskiej szkoły reportażu nie wynikała z próżni. Zanim zachwyciliśmy się Wojciechami Jagielskim i Tochmanem czy Mariuszem Szczygłem, pisali u nas najlepsi. Barbara Seidler bez wątpienia należała do tego grona.
Sama autorka ma niezwykłą biografię, na której trwały ślad zostawiły niemal wszystkie dwudziestowieczne kataklizmy i zwycięstwa. To życiorys emblematyczny dla pokolenia wojennego, którego prawie już nie ma. Jako trzynastolatka brała udział w powstaniu warszawskim – była łączniczką i sanitariuszką, pracowała w szpitalu powstańczym, od 1942 roku służyła w Szarych Szeregach.
W opublikowanej w 2014 roku w „Wysokich Obcasach” przejmującej rozmowie z wnukiem – dzisiaj znakomitym krytykiem filmowym, Krzysztofem Kwiatkowskim – Barbara Seidler wspominała: „(Powstanie) było jak szczepionka, stałam się silna na resztę życia. Walczyłam później o bliskich w chorobie: o mojego ojca, matkę, o twojego dziadka, przeżywałam trudne chwile. Ale już nigdy nie miałam w sobie strachu”.

Tamte dramatyczne doświadczenia wzmocniły pisarkę na resztę życia. Biorąc udział w najgłośniejszych procesach lat 60. czy 70., słuchając katów, oprawców i ofiar, czuła się na swoim miejscu. Jako nastolatka zobaczyła tak wiele zła, że w dorosłym życiu trudno ją było przerazić.
Skończyła prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a chociaż całe zawodowe życie oddała dziennikarstwu, wykształcenie bardzo się przydało. „Reporter sądowy musi dostać dużo miejsca w gazecie. Po drugie – mieć doskonałe kontakty i dobrze znać prawo” – mówiła w jednym z wywiadów.
Publikowała w „Życiu Literackim”, a także w „Życiu Warszawy”, „Prawie i Życiu”, „Po Prostu”, „Nowej Europie”, „Nowej Kulturze” czy „Prawie i Gospodarce”. Żywiołem Barbary Seidler stały się reportaże sądowe. Większość jej książek to właśnie pokłosie tej pasji (Na wadze Temidy, Dziś na wokandzie, Skłóceni z prawem, Ludzie i paragrafy), ale Seidler jest także autorką sztuk teatralnych, scenariuszy filmowych, w 1989 roku śledziła szok ustrojowy w Polsce, publikując znakomity tom Szok wolności. Reportaże i doniesienia z Sejmu 1989.
Laureatka Nagrody 100-lecia ZAiKS-u i wieloletnia przewodnicząca sekcji M – Autorów Prac Publicystycznych ZAiKS-u, ma również na koncie prace mniej oczywiste. Była w Polsce jedną z prekursorek wprowadzania popkultury do mainstreamu. To, co dzisiaj wydaje się oczywistością, wówczas stanowiło ekstrawagancję – tymczasem to właśnie Barbarze Seidler, o czym niewielu pamięta, zawdzięczamy scenariusze kultowych komiksów o kapitanie Żbiku (z rysunkami Jerzego Wróblewskiego) czy komiksów historycznych z serii „Legendy polskie” ze znakomitymi rysunkami Grzegorza Rosińskiego.
Najważniejszym dokonaniem autorki pozostają jednak reportaże sądowe. Przyjmując postawę obiektywnego obserwatora, świadka towarzyszącego procesom, Seidler nie gubiła nigdy człowieka, bohatera. Niezależnie, czy mowa o oskarżonym czy o ofierze. Potężna jakościowo i ilościowo kronika kryminalna PRL-u jej autorstwa, łącząca sprawy różnej wagi i konduity – morderstwa na potańcówkach, przekręty gospodarcze, wykroczenia obyczajowe czy polityczne kariery – w każdym przypadku zyskiwała sygnaturę przenikliwego kronikarza. Niepodrabialny podpis Barbary Seidler.