Łowca absurdów
Mówisz: Piwowski, myślisz: Rejs. „Fenomen tego filmu polega na tym, że reżyser tak go obsadził, że już lepiej się nie dało. Dobra obsada to dziewięćdziesiąt procent sukcesu. A Piwowski ustrzelił sto. Mówię o naturszczykach, bo moja obecność w Rejsie była wymuszona przez los” – wspominał Stanisław Tym na łamach „Gazety Wyborczej” trzy dekady po premierze kultowej komedii.
Komedii, która znalazła się na pierwszym miejscu listy „Najciekawszych filmów polskich XX wieku” opublikowanej przez tygodnik „Polityka”. Nie najlepszych czy najważniejszych, bo tu pewnie musiałaby stoczyć nierówny bój z reprezentantami polskiej szkoły filmowej czy kina moralnego niepokoju, ale właśnie najciekawszych.
W dużej mierze zdecydowali o tym właśnie aktorzy nieprofesjonalni, pośród których najjaśniej błyszczał Jan Himilsbach. Stali się oczkiem w głowie Marka Piwowskiego. Za co ich pokochał? „Za nieprzewidywalność. Zaczynają zdanie i nie wiadomo, jak skończą” – mówił w jedynym wywiadzie dostępnym na jego, jak czytamy w nagłówku, „autoryzowanej stronie”.
Przytoczone zdanie doskonale opisuje artystę, który rejestrując rzeczywistość przez soczewkę absurdu, uchwycił wachlarz polskich charakterów i zachowań. Twórcy kreatywnego, który zamiast trzymać się scenariusza, stawiał na improwizację, wielokrotnie zaskakując aktorów na planie, rzucając im nietypowe wyznania. Uznanego reżysera, który wbrew deklaracjom – szczęśliwie nie nakręcił drugiej części najważniejszego filmu w swojej karierze.
Marek Piwowski urodził się 24 października 1935 roku, dorastał na warszawskiej Pradze. Ukończył dziennikarstwo na UW, a następnie podjął studia w PWSFTiT w Łodzi. Już jako student legendarnej Filmówki wzbudził sensację. Gdy w 1966 roku uczelnię miał odwiedzić Kirk Douglas, dziekan polecił Piwowskiemu udokumentowanie wizyty aktora. Aspirujący filmowiec zaaranżował scenografię rodem z Dzikiego Zachodu, a studenci w kowbojskich kapeluszach, wiwatując na cześć amerykańskiego gwiazdora, śpiewali mu Sto lat i skutecznie wciągali w odgrywanie scen bójek i strzelanin rodem z westernów. Polska władza ludowa nie pałała z zachwytu, w przeciwieństwie do jury Festiwalu Filmów Studenckich w Amsterdamie, na którym Welcome Kirk otrzymał Grand Prix.

Kiedy w 1970 roku na ekrany wszedł Rejs, publiczność była oszołomiona i bezradna jednocześnie. Choć film powstał w oparciu o scenariusz (którego współautorem był m.in. Janusz Głowacki), fabuła jako taka nie istniała – zastąpił ją zbiór scenek zlepionych postaciami bohaterów sypiących żarcikami i frazesami.
Odświeżające formułę zabiegi Piwowski stosował również w filmach dokumentalnych. Tak jak w Rejsie nie chodziło o rejs, tak w Hair nie chodziło o włosy. Owszem, z filmowej relacji z IX Konkursu Fryzjerskiego Państw Socjalistycznych o Puchar Przyjaźni z 1971 roku możemy się dowiedzieć, że „strzyżenie klasyczne polega na dokładnym strzyżeniu”, ale obraz ten równie dobrze mógłby nosić tytuł Legs, biorąc pod uwagę liczbę scen, w których nogi są na pierwszym planie. Podobnie jak osobliwe postaci: konferansjer, tłumaczka czy wokalista zespołu muzycznego przygrywającego „do nożyczek”.
Na twórczość Marka Piwowskiego nie można jednak patrzeć wyłącznie z przymrużeniem oka, przez pryzmat ironii czy groteski. W Korkociągu, także zrealizowanym w 1971 roku, pokazuje ludzi w różnych fazach choroby alkoholowej. Ich opowieści konfrontuje z jubileuszowym przemówieniem „z okazji uczczenia rocznicy powstania wielkiej gałęzi przemysłu – przemysłu spirytusowego”. I choć wystąpienie prelegenta, jakby żywcem wyjęte z zebrania aktywu partyjnego, jest komiczne, to sytuacja i losy bohaterów już nie.
O ile dokumenty Piwowski realizował regularnie, o tyle fabuły kręcił rzadko. W 1976 roku wyreżyserował Przepraszam, czy tu biją?, który przyniósł mu Nagrodę Główną na Festiwalu Filmów Polskich w Gdańsku. Na plan filmu, którego scenariusz osadził w warszawskim światku przestępczym, zaprosił m.in. bokserskich mistrzów olimpijskich: Jerzego Kuleja i Jana Szczepańskiego. Z kolei w 1993 roku głośnym echem odbiło się Uprowadzenie Agaty – historia inspirowana rzeczywistą ucieczką nastoletniej córki prawicowego polityka z kilka lat starszym chłopakiem. Obraz wywołał kontrowersje.
Choć Marek Piwowski pozostaje outsiderem polskiego kina, jego dorobek ma wpływ nie tylko na polską kinematografię. W twórczości reżysera, który ma na koncie także spektakle dla Teatru Telewizji czy role aktorskie (m.in. u Jerzego Skolimowskiego, Krzysztofa Zanussiego i Stanisława Tyma), przeglądają się kolejne pokolenia Polaków. I nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić.