Michał Urbaniak

Tomasz Tłuczkiewicz
21.12.2025
fot. Karpati & Zarewicz
fot. Karpati & Zarewicz

Jazzman, skrzypek i saksofonista, lider, kompozytor, aranżer, producent, odkrywca i promotor nowych talentów, aktor filmowy. Dzielił scenę i studio z gwiazdami i legendami, takimi jak Quincy Jones, Billy Cobham, Stephane Grappelli, Joe Zawinul, Herbie Hancock, Wayne Shorter, Kenny Garrett, George Benson, Marcus Miller, Jaco Pastorius, Toots Thielmans, Kenny Kirkland, Larry Coryell, Lenny White, Alphonze Mouzon i Miles Davis, stając się jednym z nich.

Występował na najważniejszych scenach Nowego Jorku i na największych światowych festiwalach. Nagrał 76 płyt jako lider i wystąpił na 233 płytach innych liderów, wydanych nakładem światowych wytwórni Columbia, CBS/Sony, Arista, Motown oraz jego własnej wytwórni UBX Records. Obok setek kompozycji na zespoły jazzowe napisał muzykę do 25 filmów, w tym do Pożegnania jesieni, Długu i Edenu, tworzył suity i projekty symfoniczne „UrbSymphony”.

Klasycznie kształcony skrzypek, zamienił klasykę i skrzypce na jazz i saksofon; klasyki poniechał na dobre, ale do skrzypiec powrócił. Nauczył je mówić po ludzku jako „talking violin” oraz grać modern jazz i wprowadził na jazzową scenę po kilkudziesięciu latach nieobecności. Miał swoją „cygańską” frazę, niekiedy jakby przeniesioną z hard-bopowego saksofonu, i swój ton. Elektryzujący, ale i zelektryfikowany, bo eksperymentował z elektronicznym przetwarzaniem dźwięku i budową skrzypiec, zaprojektował UrbGan – pięciostrunowe skrzypce do systemu midi.

Jego kolejne zespoły i projekty Constellation, Fusion, Urbanator, Urbaniax, Urbanizer i płyty „In Concert”, „Atma”, „Serenade For The City”, „Urbanator” i „UrbSymphony” to kamienie milowe na drodze jazzu do teraźniejszości, od nu-jazzu, przez fusion, acid jazz do hip-hopu i dalej. 

Jazzman w muzyce, jazzman w życiu, mierzył siły na zamiary, miał śmiałą duszę, nie bał się zmian. Po maturze jego rogata dusza jazzmana odrzuciła stypendium na studia u Dawida Ojstracha w moskiewskim konserwatorium na rzecz jam sessions ze Zbyszkiem Namysłowskim. Niedługo potem, wraz z Wojtkiem Karolakiem, w pewnym hotelu w Gliwicach przez trzy pijane dni i noce słuchała płyt Jamesa Browna i usłyszała w nich to, bez czego ukochany hard-bop brzmiał coraz bardziej anachronicznie. Ta sama dusza odpędzała gorzałkowe demony, porzuciła europejską karierę i pognała go, z żoną Urszulą, za ocean, na Manhattan, jednego z setki bezimiennych muzykantów z jedną płytą przy duszy, jacy codziennie lądują na nowojorskiej Grand Central Station, ale w odróżnieniu od niego nigdy nie trafiają ani na listę gwiazd w najważniejszym branżowym magazynie „Down Beat” w pięciu kategoriach na raz, ani na sesję płytową Milesa Davisa.

Wybrał prostą mapę drogową swojej muzyki i kariery. Prowadziła do Nowego Jorku, bo tylko tam są dźwięki, których chciał słuchać i które chciał grać. Tak to jest, kiedy w ciele niewinnego czarodzieja z Łodzi zamieszka dusza z Jamaica Queens. To tam Michał słyszał puls, który mu zawsze w duszy grał, tam znajdował młodszych braci do swoich zespołów. Victor Bailey, Omar Hakim, Kenny Kirkland, Marcus Miller, Bernard Wright, Steve Jordan zanim trafili do Milesa Davisa, Weather Report, Return to Forever czy The Rolling Stones, zaczynali u niego, niektórych na granie musieli przyprowadzać rodzice, bo byli zbyt młodzi, aby ich wpuszczono do klubu. Tę samą misję kontynuował w Polsce na „Urbanator Days”: warsztaty, koncerty i jam sessions dla krajowych talentów, głównie wokalistów.

Bo Michał nigdy nie opuścił Polski tak całkiem. Na pierwszą produkcję płytową dla nowojorskiej Columbii sprowadził swój polski zespół. Pomagał Zbigniewowi Namysłowskiemu i Wojciechowi Karolakowi w amerykańskiej karierze i nagrywał na swoich płytach ich, i Komedy, utwory. W nowojorskim mieszkaniu Uli i Michała pomieszkiwały dziesiątki krótko- i długoterminowych przybyszów ze Starego Kraju. Po trzynastu latach przyjechał do Polski po raz pierwszy, potem przyjeżdżał coraz częściej, a przez ostatnie 20 lat, choć nadal działał w Nowym Jorku, przede wszystkim jako producent, to Warszawa była jego główną kwaterą, a „Urbanator Days” i „UrbSymphony” głównymi projektami.

#pożegnania