Zofia Ołdak

Ignacy Szczepański
5.12.2025
fot. Piotr Kamionka / Reporter / EAST NEWS
fot. Piotr Kamionka / Reporter / EAST NEWS

Na piętrze Domu pod Królami niegdyś znajdowała się kasa. Tam odbierało się papierowy czek, z którym można już było udać się po tantiemy do banku. To była epoka sprzed elektronicznych przelewów na rachunki. Zatem…

Jest połowa lat 90. Scena rozgrywa się przy kasowym okienku. Niewysoka, starsza niewiasta kwituje odbiór czeku. Wypada jej długopis. Podnoszę i podaję. Odbiera z przepraszającym uśmiechem: „Niezdara jestem”.

Nie poznaję jej. Nie wiem, kto to. Kiedy kilka lat później zasiadam w zarządzie sekcji G Stowarzyszenia, parę krzeseł dalej siedzi nieznajoma spod kasy. Michał Komar i pozostali koledzy zwracają się do niej „Pani Zosiu”.

Przed studiami w PWSTiF zaliczyła Wyższą Szkołę Ekonomiczną, spróbowała rysunku i malarstwa w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, wreszcie świadomie nie wybrała reżyserii. Na Wydziale Operatorskim była jedyną na roku studentką w męskim gronie. Rok przed dyplomem w Studiu Małych Form Filmowych Se-Ma-For zadebiutowała krótką animacją lalkową Hydraulicy. Była to satyra na fachowców-brakorobów, utrapienie lokatorów. W łódzkim Studiu zrobiła jeszcze jeden film, też z lalkami, Klient nasz pan, o chronicznych niedomaganiach handlu miejskiego. Na Ogólnopolskim Festiwalu w Krakowie w kategorii animacji otrzymała za niego Srebrnego Smoka. Drugi film i już znaczący sukces. 

Od roku 1964 realizowała filmy w Studiu Miniatur Filmowych w Warszawie. Tych znakomitych animacji, stworzonych dla dzieci i młodzieży, i dla dorosłych też, jest kilkadziesiąt. Najgłośniejsze to Pchła Szachrajka (pchła mówiła głosem Ireny Kwiatkowskiej!), seriale Piesek w kratkę i Plastusiowy pamiętnik.

Tworząc filmy, Zofia Ołdak stosowała techniki kombinowane: w filmach grały lalki, zwykłe przedmioty z otoczenia, (jak w O grzebieniu, który nie chciał myć zębów), grali aktorzy, były rysunki, grafika. Tato, nie bój się dentysty modelowo pokazuje charakter tej metody. Wojciech Pokora jest dentystą, Marian Glinka tatą, w obrazie są tu wszystkie używane przez nią utensylia, a w warstwie dźwiękowej piosenki, wykonywane m.in. przez Marylę Rodowicz, Mieczysława Czechowicza, Ali-Babki.

Zofia Ołdak działała w SFP, SPATIF-ie i ZASP-ie, była wieloletnią członkinią Association Internationale du Film d’Animation i Centre International du Film pour l’Enfance et la Jeunesse. Za swoje filmy otrzymała wiele nagród. Została uhonorowana Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” i Platynowych Koziołków za całokształt. Z jej inicjatywy co roku nagradzamy twórcę filmu dla dzieci i młodzieży, a rolę kapituły pełni tu zarząd filmowej sekcji G Stowarzyszenia ZAiKS.

W ostatnio opublikowanej monumentalnej pracy Anima. Mistrzowie polskiej animacji Jerzy Armata utrwalił jej dorobek. Ta nota w Animie, taka sui generis „na cześć salwa”, (Stefan Kisielewski w mig opatrzyłby to komentarzem: „Zauważ, kotku, armata to duży kaliber!”), wywołała we mnie jeszcze jedno wspomnienie.

Zawierucha po II wojnie światowej i przemieszczanie się ludzi sprawiły, że urodziłem się w drodze, nagle, przypadkiem w Łodzi, gdzie i Zofia Ołdak wcześniej się urodziła. Później, po kilku latach Krakowa, po drugiej klasie podstawówki, ponownie znalazłem się w Łodzi. Niedaleko szkoły, za przecznicą, był dworzec kolejowy Łódź Kaliska, a w nim kino (sic!). Chodziliśmy tam po lekcjach. W małej salce, obok poczekalni i kas biletowych, z tradycyjnego projektora wyświetlano krótkometrażówki, głównie produkcji Se-Ma-For-a i Wytwórni Filmów Oświatowych.

Mnóstwo ich obejrzałem, ale dwie animacje pamiętam do dziś. Jedna była o śrubce, za pomocą której do motocykla przymocowany był tzw. kosz. Oczywiście z czasem śrubka „puściła” i kosz odpadł. To była taka agitka z tamtych lat wykazująca, że dla prawidłowo funkcjonującego kolektywu niezbędna jest i mała śrubka, czyli każdy zwykły członek partyjnej organizacji czy przedsiębiorstwa.

Drugą animacją byli Hydraulicy właśnie. Pani Zosiu, pamiętam te lalki!

#pożegnania